Autor Wątek: Baz'ooka V - komiks+text  (Przeczytany 21626 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

MightyBaz

  • Gość
Baz'ooka V - komiks+text
« dnia: Maj 28, 2009, 08:02:03 »
0
Ogłaszam nieustający konkurs na szorta - max 3500 znaków ze spacjami - nie męczyć czytelników  :knuppel2:
oraz komiks . - objętość dowolna

Treść dowolna, niekoniecznie z tłem EvE, ciekaw jestem czy znajdą się chętni.
Jeśli ktoś wzbudzi orgazm czytelników - nagrody będą wypłacone, cyklicznie - 100m ISK na miesiąc.
Startujemy od 1 czerwca 2009.
Nie nadsyłajcie prac, tylko je wklejajcie tutaj. :diabeł:

« Ostatnia zmiana: Lipiec 22, 2009, 09:24:17 wysłana przez Mighty Baz »

Tomash Kovahlsky

  • Użyszkodnik
  • *
  • Wiadomości: 601
  • Respect: 0
    • Zobacz profil
  • Imię postaci: Tomash Kovahlsky
  • Korporacja: Polish Task Forces
  • Sojusz: C0VEN
Odp: Baz'ooka V
« Odpowiedź #1 dnia: Maj 29, 2009, 10:35:07 »
0
Tia... no to ja oczywiscie cos do nagrod pienieznych dorzuce...
Zwyciezca danego miesiaca, bedzie dodatkowo otrzymywal BC (1 z: Harbi, Drake, Myrm, Hurek) zlokalizowany w Jita - czyli jesli nie lubi BC'kow bedzie mogl go od razu spieniezyc.

MightyBaz

  • Gość
Odp: Baz'ooka V
« Odpowiedź #2 dnia: Maj 29, 2009, 14:25:08 »
0
czyli dobrze trafiłem szortem - prosto w >:D graczy!

edit: http://www.eveonline.com/ingameboard.asp?a=topic&threadID=1084685

MightyBaz

  • Gość
Odp: Baz'ooka V
« Odpowiedź #3 dnia: Czerwiec 01, 2009, 09:46:41 »
0
czerwiec 2009 - startujemy!

MightyBaz

  • Gość
Odp: Baz'ooka V - komiks, short
« Odpowiedź #4 dnia: Czerwiec 03, 2009, 07:55:11 »
0
piszecie już ? :knuppel2:


edit: mała zmiana regulaminu, zapraszam do udziału komiksiarzy...tez im sie cos od życia należy >:D
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 03, 2009, 09:17:48 wysłana przez Mighty Baz »

Gregorius

  • Gość
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #5 dnia: Czerwiec 06, 2009, 17:51:04 »
0
Po sesji (czyt. w lipcu) chętnie coś nabazgrolę [dawno tego nie robiłem :D]

MightyBaz

  • Gość
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #6 dnia: Czerwiec 09, 2009, 13:19:11 »
0

Mooneye

  • Użyszkodnik
  • Wiadomości: 30
  • Respect: +1
    • Zobacz profil
  • Imię postaci: Mooneye
  • Korporacja: Shocky Industres Ltd.
  • Sojusz: The Alternative 4
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #7 dnia: Czerwiec 09, 2009, 13:36:17 »
0
z ciekawostek - debiut na eve forum :

http://www.eveonline.com/ingameboard.asp?a=topic&threadID=1093589

Chętnie sobie później poczytam, a co do V Baz'ooki również postaram się coś dorzucić. Co prawda nie  jestem specjalistą od szortów, no chyba ze kraciastych i w zadzie niezbyt ciasnych ale  :laugh: ... no w każdym razie jak skrobnę cokolwiek to przedstawię

Miki Jaszczur

  • Gość
KONKURSY
« Odpowiedź #8 dnia: Czerwiec 10, 2009, 03:01:11 »
0
Bardzo mi się podoba pomysł odnośnie konkursów na temat gry i SF.

Chciał bym tez dowiedzieć się odnośnie konkursu na temat opowiadania związanego z EVE?

napisałem opowiadanie i nie wiem gdzie je wysłać. Na jaki dział

pozdrawiam


MightyBaz

  • Gość
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #9 dnia: Czerwiec 10, 2009, 07:34:15 »
0
opowiadania o Eve, komiksy o Eve lub non-fiction,
whatever you want join us here!!!
Czyli dawaj tutaj, wklejasz jak zwykly post. Nikt sie nie obrazi jak bedzie dobry i troche dluzszy niz 3500 znakow. W koncu ma byc fun, a nie szkółka różańcowa. Kto wie, może zgarniesz 100m isk i BCka


MightyBaz

  • Gość
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #10 dnia: Czerwiec 15, 2009, 07:58:49 »
0
1/2 miesiąca - zapraszam, kasa odłożona i czeka na wybrańca :diabeł:

Egnos

  • Emerytowany Pirat
  • Użyszkodnik
  • Wiadomości: 322
  • Respect: +21
    • Zobacz profil
    • YT profil
  • Imię postaci: Egnostos
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #11 dnia: Czerwiec 25, 2009, 16:13:36 »
0
No... powiem ci ze w paru miejscach nieźle się uśmiałem (raz nawet parsknąłem na monitor) n_n czekam na cd

Aenyeweddien

  • Użyszkodnik
  • Wiadomości: 421
  • Respect: +6
    • Zobacz profil
  • Imię postaci: Aenyeweddien
  • Korporacja: Unseen Academy
  • Sojusz: The Unseen Company
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #12 dnia: Czerwiec 25, 2009, 17:02:08 »
0
Mnie to rozśmieszyło ale kilka dni temu... Moffiss ;)
Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem

Beware I am witch

Alterego Kirh'aard; nezma

Loc0

  • Gość
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #13 dnia: Czerwiec 25, 2009, 18:09:16 »
0
dobree :)

MightyBaz

  • Gość
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #14 dnia: Lipiec 01, 2009, 12:51:22 »
0
nowy miesiąc - nowe opowiadania - nowe nagrody, czekamy!!!

MightyBaz

  • Gość
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #15 dnia: Lipiec 03, 2009, 09:44:08 »
0
Co by pusto nie było, ktos obiecywał, że napisze opowiadanko w lipcu, ghrrrr
Poniżej thiller-groteska.


Wieczny łowca (ver 2.0)

Mężczyzna wyszedł nagi na taras domu. Rozłożył szeroko ramiona i uniósł wysoko głowę. Zamknął oczy. Czuł wyraźnie zapach krwi. Potężne, wiekowe drzewa dostojnie kiwały koronami, oddając hołd wschodzącemu słońcu.
- Oto nadchodzę! Pierwszy z pierwszych i ostatni z ostatnich! - Ryk mężczyzny wdzierał się drapieżnie w leśną ciszę.

***
- Czego? - Leon wywalił do słuchawki.
    - Że jak? Gdzie, w lesie? Pięćdziesiąt cztery?
- Dobra, zaraz tam będę - powiedział. Niech to szlag. Właśnie umówił się ze znajomą dziwką. Wyjął piersiówkę, pociągnął spory łyk. Robota, nie zając, nie ucieknie.

***

Gdy w końcu dotarł na miejsce, zobaczył wokół góralskiego domu masę kręcących się ludzi. Karetki tarasowały całą drogę. Na polanie stał helikopter. Podszedł bliżej. Naprawdę wiele widział, ale widok martwych kobiet i mężczyzn z obciętymi głowami leżącymi przed domem, robił  makabryczne wrażenie. Mało nie zwymiotował. Musiał się znowu napić.
Nikt z ekipy koronera nie zwracał na niego uwagi. Każdy  robił to, co do niego należało. Leon też.
Na tyłach posesji stał wielki, śnieżnobiały namiot weselny. Długie stoły zastawione wykwintnym żarciem, resztki jedzenia i dobrego alkoholu przyciągały jak magnes. Zastanawiał się, czy nie zwędzić jednej flaszki, ale zrezygnował, właśnie ktoś robił zdjęcia. 
Poszedł dalej. Na tarasie domu walały się odcięte głowy. Upiorne twarze, na których ewidentnie malowała się radość. Ich uśmiechnięte usta kontrastowały z kawałkami mózgów, wypływających z roztrzaskanych czaszek. Boże tyle ofiar, dzieci! Jakaś sekta? - pomyślał Leon.
Ekipa już kończyła. Zwłoki pakowano do plastykowych worków. Mundurowi właśnie tworzyli tyralierę, aby przeczesywać okolicę.
- Ktoś widział, co tu się stało? - zapytał stojącej obok brzydkiej, rudowłosej funkcjonariuszki o pyzatym obliczu.
- Nie ma świadków. Pracownik firmy cateringowej zgłosił zdarzenie godzinę temu, panie inspektorze - odpowiedziała regulaminowo policjantka.
- Zawadzki! - usłyszał  zdenerwowany głos szefa. A tego, co przywiało? Zaklął prostacko.  Pewnie w końcu jakaś ważna szycha kazała mu ruszyć tłusty zad w teren.
- Słuchaj mnie uważnie. Ci tam - tęgi mężczyzna wskazał stos ciał  - to znajomi naszego ministra, same grube ryby. Imprezę sobie zrobili. Wiesz, co to znaczy? Masz, k..., stanąć na rzęsach i znaleźć sprawców! - wysapał, jego tłusty brzuch falował rytmicznie. Leon wyobraził sobie jak stojący przed nim grubas tańczy salsę. Uśmiechnął i powiedział:
- Tak jest,  panie komendancie!

***

Przeglądał raport biegłych. Wnioski zaskoczyły go zupełnie. Wszystkie ofiary zmarły naturalnie. Odkryto ślady bosych stóp, prawdopodobnie należących do jednego sprawcy, mężczyzny. Morderca odcinał głowy, miażdżył i wycinał kawałki mózgu, a dokładnie gruczoły szyszynki. Znalezione odciski palców i kawałki naskórka. Na końcu widniała dość nietypowa uwaga: DNA sprawcy jest nieuszkodzone. Stan idealny. Sprawca nie był notowany. Musiał to wyjaśnić.
- Witam, to pan robił analizę DNA? Co oznacza ten zapis o idealnym stanie? - zapytał przez telefon.
- Widzi pan, DNA każdego człowieka ma drobne defekty. Są różne przyczyny: wady genetyczne, wpływ środowiska, przebyte choroby, odżywianie i tak dalej. A tutaj mamy przypadek człowieka, którego kod genetyczny jest w nienaruszonym stanie. Jakbym oglądał - zapadła na moment cisza w słuchawce - wzorcowy genotyp?
Podziękował za wyjaśnienia. Znaczy, co? Idealny morderca? To masz pecha bydlaku, trafiłeś na idealnego policjanta. Rozmyślania przerwał telefon. Następna rzeźnia, tym razem na dyskotece. Jego ideał zabił dwadzieścia trzy osoby.

***

- Panie inspektorze! Czy to prawda, że powołano sejmową komisję specjalną?
- Czy udzielone pełnomocnictwa są wystarczające do prowadzenia dochodzenia?
- Dlaczego żona od pana odeszła?
- Czy morderstwa mają związek z... - Tłum reporterów napierał na Leona Zawadzkiego ze wszystkich stron. Powoli narastała w nim irytacja. Jeszcze chwilą i da komuś w mordę. Na szczęście wytoczył się jego szef. Poprawiając tandetny krawat, krzyknął w stronę dziennikarzy:
- Proszę państwa! Śledztwo... - Leon nie słuchał dalej popisów oratorskich komendanta. Szybko wykorzystał okazję i czmychnął do gmachu Komendy Wojewódzkiej. Na schodach zaczepił go starszy mężczyzna w staromodnej marynarce, w dłoniach trzymał wyświechtaną, skórzaną teczkę. Zawadzki spojrzał na niego surowo. Ale tamten tylko poprawił okulary na nosie i zagaił:
- Wiem dlaczego on zabija!
- Ta? A co, jest pan jego kuzynem?
- Niech pan sobie nie żartuje, to poważniejsza sprawa niż się wydaje! - obruszył się nieznajomy.
- Może porozmawiamy, wszystko panu pokażę.
- Teraz? Tutaj, na schodach? A może w toalecie?
- Proszę pana! Pan nie traktuje mnie poważnie. Oto moja wizytówka. Żegnam! - odwrócił się na pięcie i odszedł. Inspektor wzruszył ramionami i ruszył dalej.

***

Dr Euzebiusz Warski, Wydział Chemiczny, Politechnika Warszawska. - Widniał napis na drzwiach.
- Witam pana inspektora, jednak pan się zdecydował, proszę! - Wskazał ręką krzesło. Chwilę pokręcił się po pokoju, czegoś szukając. Nastąpiła niezręczna cisza.
- Chciałem pana przeprosić, panie doktorze, ale wie pan, ten stres! - Leon próbował przełamać pierwsze lody. Może wcześniej nie był zbyt subtelny, ale teraz czuł się naprawdę zażenowany.
- Dobrze, już dobrze, nie gniewam się. - Uczony wykonał ruch ręką, jakby odganiał natrętne muchy.
- Widzi pan, dzięki temu, że media tak rozdmuchały tę sprawę, i jeszcze te publiczne lamenty kleru - kiwnął głową z dezaprobatą -  zastanawiałem się, dlaczego akurat szyszynka. Znaczy, dlaczego jej nie było w tych mózgach ofiar. - Warski przestał się kręcić po pokoju i w końcu usiadł naprzeciw inspektora.
- I nagle zrozumiałem. Chodzi o nieśmiertelność! - wypalił.
- Aha... - Leon żałował, że tak szybko wyraził skruchę. Już miał wstać, gdy uczony wyciągnął jakiś gruby skoroszyt w sztywnej oprawie.
- Tutaj ma pan ostatnie wyniki, nasz wydział, a dokładnie mój instytut, zajmuje się badaniami nad organicznymi nadprzewodnikami w wysokich temperaturach..
- Hm...
- A tak, rozumiem, może przedstawię to przystępniej. Niektóre pierwiastki szlachetne, głównie platynowce, w określonym stanie i w odpowiednich warunkach stają się nadprzewodnikami. - Uczony na chwilę przerwał wykład.
- O, przepraszam, nie zaproponowałem panu nic do picia! - spojrzał na Zawadzkiego ze skruchą. Inspektor wolał raczej coś mocniejszego, ale grzecznie podziękował. Jeszcze wytrzyma. Miał nadzieję, że ten dziwak go nie zamęczy.
- Już dochodzę do sedna. Niedawno naukowcy z US Naval Research znaleźli śladowe ilości tych metali w ludzkich mózgach, zaś ich największe stężenie było w szyszynkach, i doszli do wniosku, że komórki w ciele, a zwłaszcza komórki mózgowe, porozumiewają się ze sobą dzięki zjawisku nadprzewodnictwa, i że między komórkami przepływa światło, a nie, jak mówi się powszechnie, prąd elektryczny - kontynuował Warski - Okazało się też, że owe pierwiastki są w stanie jednoatomowym. To dosyć nietypowe zachowanie dla metali. A teraz najciekawsze: wyniki badań przeprowadzonych przez Bristol-Myers-Squib ujawniły, że jednoatomowe pierwiastki połączone ze sobą w odpowiednich proporcjach wchodzą w reakcje z ludzkim DNA, korygując uszkodzony łańcuch kodu genetycznego. Można powiedzieć, że DNA wraca do idealnego stanu - zakończył Warski, przyglądając się badawczo inspektorowi.
- Czyli co, ten psychopata zabija wszystkich dookoła, bo chce mieć te pieprzone metale?
- Ano tak, jeśli korygują DNA, to oznacza, że można żyć wiecznie. No, może przesadziłem, ale na pewno kilkaset lat dłużej - skwitował uczony.

***

Zawadzki wyszedł oszołomiony. Może ten stary piernik ma rację. Ale co mi z tej wiedzy,  skoro nie mogę złapać mordercy. Mam powiedzieć komisji, że przestępca chce być wiecznym łowcą? Czegoś mu brakowało w tej teorii. Ta myśl dręczyła go aż do powrotu do biura.
Na stole leżały porozwalane akta sprawy. Odruchowo rozejrzał się po pomieszczeniu. Jarzeniówki świeciły mętnym światłem, biurka były puste. Spojrzał na wiszący zegar, dopiero w pół do szóstej. Koniec tygodnia, pewnie wszyscy wcześniej wyszli. Został sam, nie spieszył się, po co wracać do pustych, czterech ścian. Otworzył szafkę i sięgnął po jedynego przyjaciela. Przyjemny żar rozpalał gardło.
    Nagle pojawił się przed nim człowiek. Nieznajomy patrzył na inspektora. Jego wzrok przenikał go na wylot. Leon miał wrażenie, że przybysz widzi jego duszę. Ledwo go rozpoznał, bardzo się zmienił od ich ostatniego spotkania. Wcześniej, ciągle wystraszony, chudy facet z latającym wzrokiem, a teraz wyglądał na zadbanego i wysportowanego mężczyznę. To pewnie Marian Domski, siedem lat temu złapany przez Zawadzkiego na gorącym uczynku w sklepie jubilerskim, kiedy próbował nieudolnie zwędzić jakieś kosztowności z platyny czy ze złota. Sąd orzekł niepoczytalność, nakazał obowiązkowe leczenie psychiatryczne.
Jak on wlazł do strzeżonego budynku? Inspektor zastanawiał się gorączkowo, próbując sięgnąć po broń, ale nie mógł ruszyć ręką. W jakiś niewyjaśniony sposób, jego kończyny przestały go słuchać. Pot wstąpił na czoło. Oblizał nerwowo usta.
- Wejdź we mnie, a będzie ci dane! - usłyszał. Obcy zbliżył się o krok i stanął na wprost biurka. Leon miał cichą nadzieję, że ten wariat nie jest gejem.
- Domski? - przestraszył się swojego głosu.
- Pierwszy z pierwszych i ostatni z ostatnich! - zagrzmiał głos. Ciarki przebiegły inspektorowi po całym ciele. Domyślał się, że konwersacja nie będzie trwała wiecznie. Jak negocjować z wariatem? Zyskać na czasie. Pomyślał.
- Dlaczego to robisz? Z zemsty? - zapytał Leon.
Nie otrzymał odpowiedzi. Wokół nieznajomego pojawiła się poświata. Rozszerzała się, gwałtownie pochłaniając przestrzeń nad inspektorem.
Zawadzki przestał się bać. Poczuł odprężenie. Obrazy z jego życia przewijały się w głowie w zawrotnym tempie. Nie miał bliskich. Nikt nie zapłacze nad jego grobem. Co za różnica, teraz czy później. Był gotowy.
Nagle pojawiła się jasność, jakby ktoś zapalił stuwatową żarówkę w jego głowie. Jakieś byty zbliżały się do niego. Emanowały prawdziwą miłością. Ona przenikała go na wskroś. Przyciągała. Od zawsze tego pragnął. Poczuł się bardzo szczęśliwy. Chciał koniecznie do nich dołączyć. Inne rzeczy przestały być ważne. Ciążyły. Przeszkadzały. Musiał się uwolnić za wszelką cenę. W końcu podszedł, czy raczej podpłynął w przestrzeni do nich. Teraz ich zobaczył. Siedemdziesiąt siedem istnień powitało go z radością. Zrozumiał ich istotę. Nareszcie stali się jednością... niepełną jednością.

MightyBaz

  • Gość
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #16 dnia: Lipiec 08, 2009, 19:41:23 »
0
ej, no - nie mogę wrzucac cały czas swoich tekstów...zapraszam twórców, wakacje są, więcej czasu jest na pisanie

Gregorius

  • Gość
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #17 dnia: Lipiec 09, 2009, 13:15:51 »
0
Rozgrzewkowo, przymierzam sie powoli do czegoś. Tylko tematyka eve ciut "blokuje" :P Stąd konieczność tego wstępu  ;) Enjoy.

Dawno cię tu nie było ! Witamy w naszych skromnych progach.
Słyszałeś pewnie, że Ivoo nie żyje ? Nie ? Heh, te twoje tułaczki. Przez to latanie po całej galaktyce nie pamiętasz już swoich starych kumpli. Ivoo ? No nie pamiętasz ? To ten koleś z naszego rocznika, który puścił z dymem hangar na Uniwerku Calle. Ale to była jazda, myślałem, że żartuje dopóki nie przytaszczył całego widłowca wyładowanego upłynnionym potasem. Do tej pory nie zapomnę jego miny, kiedy mała sztuczka przerodziła się w eksplozję całego górnego pokładu. Całe szczęście, że wszyscy mieliśmy klony, bo inaczej chłopaczek skończyłby w komorze próżniowej.
 Po tym incydencie musiał opuścić region i tułał się trochę po świecie. Załapał się na jakąś parszywą robotę na stargate w jakimś zapyziałym systemie. Jednym z tych, gdzie na planetach jeszcze panuje epoka pary, a cywilizacje tam żyjące objęte są ochroną Murkon-Fountain. No więc wyobraź sobie, że na tym stargate działa jeszcze stara technologia z wspomaganiem manualnym. Nom, dokładnie to o czym mówili na zajęciach z historii odległej na uniwerku. Po każdym przeskoku, po stargate rozchodzi się fala elektromagnetyczna, dezaktywując na chwilę całą elektronikę.
Cholera wie, czemu jeszcze nie zrobili tam profesjonalnego ekranowania. Istnieje podejrzenie, że jest to spowodowane programem ochrony cywilizacji. Masz jakiegoś fajka ? Zapaliłbym.  Że co ? Nie palisz ? Co się z Tobą stało ? Ty i te twoje podróże… A napijesz się ? No! Wiedziałem, że tutaj nigdy się nie zmienisz. Co powiesz na żytnią z pól Esa ? Ba, najlepsza! Proszę. No to chlup! Żebyśmy się jeszcze spotkali.
Jak zginął ? Ech, głupio. Podobno zmieliła go aparatura manualna. Wiesz, żeby utrzymać natężenie pola w obrębie gate’a, po przejściu okrętu trzeba uruchamiać ręcznie cewki. Wygląda to trochę jak kręcenie korbą przy wielkich trybach. Podobno inspektor orzekł, że Ivoo podczas wykonywania tej czynności był pod wpływem narkotyków. Tępy drań, nawet w takich warunkach było mu wszystko jedno, choć nigdy bym nie przypuszczał, że ćpał. Musiał zamajaczyć i wszedł to komory przekładni. Dalej już możesz sobie tylko wyobrazić, co działo się dalej. Technicy wyskrobywali go przez miesiąc.
Szkoda wariata.
Kiedyś tu zaglądał, jak był na przepustce. Pamiętam, jak po kilku głębszych zaczął mi pieprzyć, że cichaczem złamał przepisy i wylądował na jednej z planet tego zacofanego systemu. Gadał, jak nawiedzony, że to zupełnie inny świat, pełen chaosu, że wojna i takie tam. Nie wierzyłem mu zbytnio, bo kto może wierzyć takiemu obdartusowi. Dobra, bo mi zasycha, cyk! Tym razem za duszę zmarłego! No i wyobraź sobie, że koniecznie chciał o tym, co się dzieje na planecie poinformować władze, żeby rozpoczęli jakąś misję, która uratowałaby tę cywilizację. Ja ci mówię.. nawet, jeśli to byłaby prawda, to działanie takie byłoby niemożliwe. Wyobrażasz sobie ?
Ledwo co skonstruowałeś silnik parowy a tu już przylatuje ekspedycja ze swoimi zabawkami i naucza jak robić reaktor termojądrowy, albo cyklotron. No ale Ivoo wtedy ciągnął swoje. Podobno w jakimś tajnym miejscu ukrywał wszelkie zapiski, holodyski i inne pierdoły z wizyty na tej planecie. Gdzie to jest ? Nie mam zielonego pojęcia. Mówię ci przecież, że to były brednie. Uwierzyłbyś, że udało się komuś przejść federacyjne systemy zabezpieczeń ? Te planety są tak otoczone, że nawet próbnik nie wleci.
Co ? Chcesz jego adres ?
Ech, coś ci za bardzo chyba wóda uderzyła do głowy. Ale niech ci będzie. Przynajmniej obejrzysz sobie ten złom na stargate. Trzymaj, tu masz jego dane. Ale wiesz co ? Obiecaj mi jedno. Nie polecisz dalej jak do stargate’a, dobrze ?
 Chciałbym się jeszcze z Tobą spotkać. Z żywym Tobą! No, już pora na mnie. Spotkamy się jeszcze, mamy tyle do opowiadania. No i mam sporo skrzynek żytniej!
Odezwij się, jak będziesz w pobliżu.


sorki za stylistyki i takie tam :-) Jak coś mam w głowie to muszę szybko pisać, bo inaczej zaraz zapomnę ^_^

Tomash Kovahlsky

  • Użyszkodnik
  • *
  • Wiadomości: 601
  • Respect: 0
    • Zobacz profil
  • Imię postaci: Tomash Kovahlsky
  • Korporacja: Polish Task Forces
  • Sojusz: C0VEN
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #18 dnia: Lipiec 12, 2009, 12:32:06 »
0
Rozgrzewkowo, przymierzam sie powoli do czegoś....

i co bedzie dalej? bo jak nie, to... :gun2:

Mooneye

  • Użyszkodnik
  • Wiadomości: 30
  • Respect: +1
    • Zobacz profil
  • Imię postaci: Mooneye
  • Korporacja: Shocky Industres Ltd.
  • Sojusz: The Alternative 4
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #19 dnia: Lipiec 12, 2009, 18:07:48 »
0
No !  ;D Greg szelmo jedna, coś mnie bujał ostatnio, że weny nie masz do pisania. Ale dobrze, iż to jednak bujda i miło znów Twoje teksy poczytać. Tylko nie zaprzestawaj na tym bo będzie tak jak wspomniał Tomash i blastery pójdą w ruch :diabeł:

Co do opinii jestem na O0, mam tylko dylemat czy mam swoje wypociny teraz wrzucać czy poczekać na nowy miesiąc.  :P

Mooneye

  • Użyszkodnik
  • Wiadomości: 30
  • Respect: +1
    • Zobacz profil
  • Imię postaci: Mooneye
  • Korporacja: Shocky Industres Ltd.
  • Sojusz: The Alternative 4
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #20 dnia: Lipiec 16, 2009, 19:30:28 »
0
Małe opóźnienie bo na dziczy byłem, odcięty od cywilizacji i neta. A to prolog do mej nowej sagi.


Raport IV -  Więzi krwi
- Ep.1 - Błyskotka  -
 

Konstelacja Kimotoro w regionie The Forge...
 
    Znasz największych galaktycznych nudziarzy i służbistów to znaczy, że znasz rasę Caldari. Od małego wbijane są im zasady lojalności wobec państwa oraz wykonywanej służby. Dyscyplina zakorzeniona w każdej prawie dziedzinie życia to główna z cnót prawdziwego Caldaryjczyka. Posłuszeństwo za wszelką cenę, zgodnie z ich militarnym stylem bytu. Dlatego też nie ma chyba większych sztywniaków jak właśnie wśród Caldari, a już szczególności u tych piastujących stanowiska urzędnicze.
- Jak to nie mam niezbędnych dokumentów?! - wygłosiłem do interkomu.
- Brakuje tu formularzy C52 oraz D34 oraz wszystkich z grupy T - spokojnie wyrecytował celnik stacji Ytiri Storage przy 6 księżycu planety Jita IV.
- Czyś ty baranie ocipiał?! Byłem tu z miesiąc temu i nie potrzebowałem wtedy dodatkowych świstków i zezwoleń! - wykrzyczałem wściekły - Co to za cholerne nowe procedury?!
- Owszem, przepisy uległy małym zmianom. Zatem bez wymaganych dokumentów nie zezwalam na dokowanie i przeładunek na naszej stacji. - równie spokojnie i chłodno odpowiedział urzędnik doków. - Radzę też zmienić podejście i ton, inaczej zakończymy rozmowę.
- No co za trep! - odsapnąłem, a potem włączyłem kanał wewnętrzny statku - Elza! Do sterówki i to w trymiga!
    Elza to moja zastępczyni na "Rozpustnicy", specjalistka od spraw idiotycznych, a szczególnie przepisów jej rodaków. Wyszło jak zwykle gdy się ma do czynienia z jajogłowymi urzędasami. Bez odpowiednich papierków mogliśmy sami z kwitkiem wracać. Natomiast towar trzeba było pobrać i odstawić w ciągu kolejnych 14 dni do układu oddalonego o 36 skoków. Nie było innego wyjścia, jak wszystko pozałatwiać, zatem około 4 dni w plecy poświęconych biurokratycznym bzdurom. Elza wynegocjowała  na całe szczęście tymczasową zgodę dokowania i zaczęliśmy biegać za zezwoleniami.
Tak zleciały pierwsze dwa dni z tej całej szopki, od urzędasa do pseudo kutasa, od papierka do pieprzonego stempelka. Użeranie się ze sforą otępiałych służbistów jednak nigdy nie było moją mocną stroną. I chyba świetnie o tym wiedziała moja załoga - incydent w dokach, gdy prawie już udusiłem jednego z młodszy inspektorów, był dla moich dziewczyn sygnałem, że to robota nie na moje nerwy. Na szczęście młody Caldaryjczyk okazał się na tyle wyrozumiały, że nie wniósł żadnej skargi, a mnie zaproponowano abym poszedł gdzieś się wyluzować. Zatem rozpocząłem eksploracje tego chodliwego portu handlowego, zapewne i w takim miejscu znajdę porządną spelunkę. Faktycznie, nie trzeba mi było długo szukać. Lokal "Jazgot" zapraszał gości w swoje progi. Spodziewałem się większej dziury, a tu trafiłem na przyjemny lokal z elegancką i zgrabną obsługą oraz miłą dla ucha muzyczką. Zająłem miejsce w najdalszym kącie, zamówiłem najostrzejszy koktajl i zaraz odleciałem lekko myślami, wsłuchany w rytm unoszącej się melodii.
- Nie pieprz mi tu głupot krętaczu! - dosłyszałem wtem gruby warkot, dobiegający z pobliskiego stolika. - Wyciągaj tę swoją mamonę, kości i zaczynamy.
- A odczep się parchata japo. Jeszcze nie zdążyłem zamówić napojów chłodzących, a ty już się tu wyrywasz - zadudnił równie charkotliwy głos.
- Zamknijcie jadaczki, bo wam zaraz je przyspawam moja lutownica! - odezwał się trzeci osobnik.
Znów było cicho i spokojnie, ale tylko przez moment, bo nie ma chyba takiej siły która potrafi uspokoić dzikich Matarów.
- A wal się kuzynie! Ja tu nie przyszedłem zgłębiać tajników ciszy tylko zagrać i oskubać tego gamonia z ISKów.
- Gamonia? Prędzej zasmakujesz mego scyzoryka niż zobaczysz moją kasę!
I tak trwała ta dysputa, a na spokojne spędzenie czasu w tym zakątku nie było już co liczyć. Dopiłem swoje i ruszyłem w stronę wyjścia.
- Ty, patrz, jakiś plugawy Amarr chowa się za ta brudną szmatką, dosłyszałem ironiczny komentarz gdy mijałem stolik mych sąsiadów. Nie było sensu na to reagować, po prostu najlepiej zignorować i iść dalej.
- Zamknij się Groll! - wycharczał kolejny. - Moon! To ty, stary zgredzie?
Przystanąłem i odwróciłem swój wzrok w stronę pytającej osoby, ale za nic nie mogłem jej rozpoznać.
- Może, a kto pyta?
- Ty znasz tego plugawca AerP? - wyrwał nagle jeden z osobników.
- AerP? - wysapałem zdziwiony.
- Taa! - wyryczał wstający osobnik - To ja i jak najbardziej znam tego paskudnika!
Wielkie było moje zdziwienie, ale jeszcze większe chyba pozostałej dwójki Matarów. Siedzieli z tak rozdziawionymi paszczami, pełnymi zaskoczenia i pogardy zarazem, czy to do mnie czy też do swego kompana, że aż wzbudzali śmiech. Stojący Minmatar zaraz chwycił mnie i zaciągnął do stolika, a następnie wręcz wcisnął na jedno z siedzisk.
- To jest Mooneye, jeden z mych dawnych korporacyjnych towarzyszy - oznajmił radośnie swym rodakom. - Mimo, że to parchaty Amarr, to bardziej on mi bratem niż wy szumowiny jedne! - następnie wybuchł gromkim śmiechem i klepnął mnie w ramie tak, że straciłem w nim czucie na jakiś czas.
- A co Tobie się stało? - zapytałem gdy  już odzyskałem dech w piersi. - Po jakimś liftingu buźki czy może bitce jesteś, bo paszcze masz tak opuchniętą, że za nic bym ciebie nie poznał.
- Wszystkiego po trochu - znów zadudnił po sali ten specyficzny śmiechu - Z domu wracamy, a tam zawsze coś się przytrafia. Tatuaże sobie nowe porobiłem, a potem wlałem artyście bo spartolił robotę i krzywe kreski porobił.
- Dobra... dobra, nie ściemniaj kuzynie - wyparował nagle siedzący obok osobnik o skromnym wzroście przynajmniej dwóch metrów z hakiem i o twarzy w kształcie żelazka. - Przyznaj się lepiej, że to on ci wlał, boś mu siostrę zbałamucił.   
- To już nieistotne szczegóły. Było minęło, a buźkę znów będę miał śliczną jak kiedyś.
- Ale ty nigdy nie miałeś zbyt urodziwej paszczy - znów wtrącił się olbrzym, rechocząc przy tym donośnie.
- Cichaj skurczybyku bo zaraz tobie przyprawię "lutownicą" nienaturalny uśmiech - zaraz po tym sięgnął po swój wielofunkcyjny ciężki blaster.
Zadyma wisiała już w powietrzu, a tym dzikusom na prawdę nie trzeba wielu powodów do wszczęcia rozróby. Szkoda by było tego dość urokliwego przybytku i naprawdę nie potrzebowałem więcej kłopotów, szczególnie wśród lokalnych władz.
- Panowie proponuję napić się czegoś, bo nam tu paszcze powysychają - odrzekłem czym prędzej i gestem zawołałem jedną z kelnerek.
- Racja - odezwał się Aerp. - W końcu po to głównie tu przyszliśmy. No i gdzie też moje maniery. Poznaj Moon moich pomocników. Ten wygadany łysol to Venox Kane, mój dalszy kuzyn od strony.... a cholera sam już nie pamiętam. Natomiast ten kędzierzawy ponurak to Groll Narr.
- Miło mi - odparłem i wyciągnąłem rękę na przywitanie. 
- A mi wcale nie jest miło - wycharczał złowrogo Groll.
Łypał tylko groźnie oczyma i dał do odczucia swoją niechęć i pogardę do mej osoby. Nie miałem o to żalu, bo nie pierwszy raz i zapewne nie ostatni spotkam się z takim przyjęciem. Pewne zwady nigdy nie znikną i niechęci rasowe ciągle dzielą wiele narodów.
- Te, pacanie, odpuść sobie - wtrącił się Venox Kane. - Skoro to kompan AerP'a to musi być swój człek. Przecież i u Ciebie na tej ognistej planetce żyją amarrscy uchodźcy i renegaci. Nie bądź taki popielec, choć co prawda wyglądasz jakbyś faktycznie przedawkował z tym opalaniem.
- Właśnie - dodał zaraz rozbawiany AerP. - Nie bądź taki nabzdyczony Groll, bo jeszcze pękniesz od tych złych emocji. Może faktycznie za dużo żeś ostatnio na słoneczku przebywał. Ale znając twoją planetę to też wcale się tobie nie dziwie.

    Chyba nie ma nic bardziej specyficznego niż ryczący śmiech obywateli Republiki. Sam ten dźwięk powodował u mnie gęsią skórkę. Z wieloma przedstawicielami tej rasy już pracowałem, ale nigdy nie mogłem się do tego przyzwyczaić. Podobno jak lekko ogłuchniesz, to już to tak nie przeszkadza. Słyszałem nawet pewną plotkę, że wielu Minmatarów ma właśnie problemy ze słuchem. Śmiech ten również zaskoczył przybyłą właśnie młodą kelnereczkę. Biedula prawie upadła wraz z naszym zamówieniem. W każdym razie uraczeni smakowitymi trunkami kontynuowaliśmy biesiadę. Musze przyznać, że zawsze cieszyłem się z takiego towarzystwa. Dobrze wypić, dobrze się zabawić i spędzić wesoło czas to chyba republikańska ideologia. Takie właśnie podejście było bardzo bliskie mojemu. Siedzieliśmy zatem, piliśmy i paliliśmy, a  przede wszystkim graliśmy w kości. W sumie to nie miałem innego wyjścia. Wystarczyło, że ściskając raz jeszcze me ramie AerP dał do zrozumienia abym również przystał do gry. No i jak tu odmówić przyjacielowi. Trzech Matarów i jeden Amarr, kogoś całkiem z zewnątrz mogła zaskoczyć taka kompania.
- Mam parę piątek... i  jeszcze jedną parę piątek, no i malusią piąteczkę do tego! - oświadczył Venox, chwaląc się przy tym swoim platynowym uzębieniem.
- Ty mendo! - zripostował ciemnoskóry Groll Narr. - Oszukujesz bo nikt nie może mieć takiego fuksa i to tyle razy pod rząd!
- Ośmieliłeś nazwać mnie kanciarzem?! - wykrztusił Kane łapiąc swego sąsiada i podnosząc go do góry na wysokość przynajmniej metra.
- Owszem - wycharczał dyndający Matarczyk.
- To ja Ci powiem żeś nie tylko ciemny na skórze ale i na umyśle!
- Spokój i to obaj! - wrzasnął AerP. - Siadać na zadach bo inaczej zaraz je wam odstrzelę.

    Mój dawny towarzysz z Shocky Industries był obecnie kapitanem jednostki na której służyli Groll Narr i Venox Kane, zatem nie było mowy o jakimkolwiek sprzeciwie. Słowo szefa jest zawsze ostateczne i bezapelacyjne. Kuzyn AerP'a miał albo niewyobrażalne dziś szczęście albo faktycznie kantował jak to mu zarzucono. Moim jednak zdaniem to Groll miał dziś wielkiego pecha, bo nie wygrał żadnego z rzutów. Po kolejnym zestawie napojów orzeźwiających przystąpiliśmy do ponownej rozgrywki. Pechowiec był już całkiem spłukany z ISKów, ale pozwoliliśmy mu zastawić jakiś tam tandetny srebrny pierścień, no i kości znów poszły w ruch. Tym razem los okazał się łaskawy dla jednego zakapiora w kapturze. Zgarnąłem zatem dobrych kilka setek i te małe świecidełko, co rozzłościło wcześniejszego właściciela. Walnął szklanka niedopitego drinka o podłogę i odszedł od stołu. I w sumie tak też gra oraz biesiada dobiegały końca. Rozmawiałem jeszcze chwile z pozostałą dwójka i po dopiciu koktajli rozeszliśmy się w swoje strony.

    Gdy dotarłem do "Rozpustnicy" cała załoga była już na pokładzie. Z krótkiego raportu Elzy dowiedziałem się jednak o znikomych postępach. Wciąż brakowało jeszcze paru formularzy, a zatem jutrzejszy dzień zapowiadał się jako kolejny taniec na papierkowym balu. Trzeba było wypocząć, więc zaraz skierowałem swe kroki do kajuty i po przekroczeniu progu rzuciłem się na hamak. Nie mogłem coś jednak zasnąć, bo jakieś dziadostwo uwierało piekielnie w mój bok. Przeszperawszy kieszenie habitu i poza oczywiście menażką natrafiłem jeszcze na dzisiejsze łupy. Paręnaście elektronicznych kart płatniczych, no ten i pierścień wygrany od Groll'a. Postanowiłem bardziej przyjrzeć się tej zdobyczy. Niby prosta jubilerska robota i wyglądało to bardziej na sygnet rodowy. Żadnych kamieni szlachetnych tylko godło widoczne w centralnej części. Jakieś chyba zwierze, jakiś pies czy coś. Miałem dziwne wrażenie, że już gdzieś widziałem podobne ale nie mogłem zbytnio tego skojarzyć. Zresztą nieważne, odstawiłem zaraz wszystkie rupiecie i wygodnie ułożyłem się do snu.

    Sen miałem nerwowy, a przebudzenie gwałtowne. W głowie wciąż wirowały mi dziwne obrazy z mej przeszłości, śnił mi się ojciec i ktoś jeszcze inny, ale całkiem obcy. Nie znałem tej kobiety. W śnie też spotkałem mego pradziada, twórcę słynnego rodowego bimbru. Po nim właśnie była ta stara menażka, jedyna zachowana pamiątka po przodku. Ale zaraz... przecież tam...
- Na wszystkie duchy...! - zaryczałem i nerwowo zacząłem szukać wzrokiem starego naczynia. Znalazłszy je, chwyciłem gorączkowo i zacząłem obracać przyglądając się detalom. To co ujrzałem wprawiło mnie w ogromne zdumienie. Klnąc pod nosem kalałem sam siebie myślami, że jak mogłem być tak głupi i nierozgarnięty. Przecież znałem każdy fragmencik mego rodzinnego artefaktu, a nie pamiętałem o najważniejszej szczególe?! Dureń... normalnie dureń nad durniami. Czym prędzej odszukałem jeszcze jeden mały przedmiot, aby upewnić się w mym przekonaniu...
 
    Bez dwóch zdań - godło na pierścieniu było identyczne z godłem na największym skarbie jaki był w moim posiadaniu, czyli piersiówce Isila Singollo, mego zacnego przodka.

 
c.d.n. chyba

MightyBaz

  • Gość
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #21 dnia: Lipiec 16, 2009, 19:41:37 »
0
no, no, to mamy dwóch pretendentów do nagrody - kto pierwszy odda głos?

Swoje teksty usunąłem, żeby nie scrollować niepotrzebnie między uczestnikami konkursu

Mooneye

  • Użyszkodnik
  • Wiadomości: 30
  • Respect: +1
    • Zobacz profil
  • Imię postaci: Mooneye
  • Korporacja: Shocky Industres Ltd.
  • Sojusz: The Alternative 4
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #22 dnia: Lipiec 16, 2009, 20:20:11 »
0
To ja glosuje na Gregoriusa, żeby już coś było. ;)

P.S. Baz coś się tak pośpieszył, nie zdążyłem choliba tych Twoich tekstów przeczytać.  :knuppel2:

MightyBaz

  • Gość
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #23 dnia: Lipiec 18, 2009, 13:31:57 »
0
to jak, który tekst jest wg was godny nagrody?

Aenyeweddien

  • Użyszkodnik
  • Wiadomości: 421
  • Respect: +6
    • Zobacz profil
  • Imię postaci: Aenyeweddien
  • Korporacja: Unseen Academy
  • Sojusz: The Unseen Company
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #24 dnia: Lipiec 19, 2009, 12:33:28 »
0
Baz a nie lepiej poczekac do 1 - moze sie jeszcze cos pojawi ;)
Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem

Beware I am witch

Alterego Kirh'aard; nezma

MightyBaz

  • Gość
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #25 dnia: Lipiec 19, 2009, 18:23:01 »
0
nom, masz rację jeszcze ponad tydzień czasu zostało

Aenyeweddien

  • Użyszkodnik
  • Wiadomości: 421
  • Respect: +6
    • Zobacz profil
  • Imię postaci: Aenyeweddien
  • Korporacja: Unseen Academy
  • Sojusz: The Unseen Company
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #26 dnia: Lipiec 20, 2009, 09:00:50 »
0
opowiadania o Eve, komiksy o Eve lub non-fiction,
whatever you want join us here!!!
Treść dowolna, niekoniecznie z tłem EvE, ciekaw jestem czy znajdą się chętni.

Sorka ale sie zgubilam to w koncu tresc ma byc zwiazana z EVE czy nie??

A technicznie zamiast postow xxx jest lepszy proponuje robic na koniec miesiaca ankiete ;)
Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem

Beware I am witch

Alterego Kirh'aard; nezma

MightyBaz

  • Gość
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #27 dnia: Lipiec 20, 2009, 12:21:12 »
0
treść dowolna, ale sf ...ankieta, sure , jestem za, pewnie większość też. Zrobimy.

Mooneye

  • Użyszkodnik
  • Wiadomości: 30
  • Respect: +1
    • Zobacz profil
  • Imię postaci: Mooneye
  • Korporacja: Shocky Industres Ltd.
  • Sojusz: The Alternative 4
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #28 dnia: Lipiec 22, 2009, 10:26:01 »
0
No Baz, rzęs się widzie rozkręcił. ;D I fajnie bo opowiadanie jest z jajem i tak trzymać chłopie.  O0

Aenyeweddien

  • Użyszkodnik
  • Wiadomości: 421
  • Respect: +6
    • Zobacz profil
  • Imię postaci: Aenyeweddien
  • Korporacja: Unseen Academy
  • Sojusz: The Unseen Company
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #29 dnia: Lipiec 22, 2009, 12:11:58 »
0
Wlasnie sobie wydrukowalam po pracy na spokojnie usiade i wczytam sie porzadnie.
Ogolnie tekst ciekawy i z jajem ale mam wrazenie ze za szybko go zakonczyles. Mam po ostatniej czesci niedosyt.
Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem

Beware I am witch

Alterego Kirh'aard; nezma

MightyBaz

  • Gość
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #30 dnia: Lipiec 23, 2009, 12:46:14 »
0
a czego Ci brakuje?

Gregorius

  • Gość
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #31 dnia: Lipiec 23, 2009, 22:29:10 »
0
Ze 3 razy to czytałem i ciągle dochodzę do jednego wniosku :

- zdecydowanie za krótkie :-)

Stworzyłeś niesamowity "odkurzacz", który wciąga w momencie wątku minotaurów a zaraz po tym.. jakby "kurtyna opada" i trza kończyć :))

Podoba mi się aura tajemniczości, bo nic nie wiadomo a jednak czytelnik zaczyna sam kreować historię:  "jak do Tego doszło".

Opowiadanie naprawdę z wysokiej półeczki ;-) Mnie się cholernie podobało, jednak jakbyś chciał kiedyś "rozwinąć" to chętnie poczytam ^_^

Btw. mała literóweczka :

Cytuj
Wczoraj wieczorem nasza enklawy padła,
- enkalwa :-)

 O0

MightyBaz

  • Gość
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #32 dnia: Lipiec 24, 2009, 08:09:56 »
0
dzięki, niestety tekst muszę za parę dni usunąc z forum, inaczej nikt go nie przyjmie do konkursu, ze względu na publikację w necie. Także zapraszam do recenzowania, póki opowiadanie wisi i macie chęć, czas icotylko.  ^^

MightyBaz

  • Gość
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #33 dnia: Lipiec 26, 2009, 14:33:11 »
0
o, wielkie dzięki...pomyślę nad uwagami i poprawię, gdzieniegdzie.

MightyBaz

  • Gość
Odp: Baz'ooka V - komiks+text
« Odpowiedź #34 dnia: Sierpień 06, 2009, 09:55:31 »
0
SIERPIEŃ,  czekamy na nowe dzieła naszych forumowych pisarzy  :diabeł:

 


SimplePortal 2.3.3 © 2008-2010, SimplePortal